„Kobieta obudziła się w kostnicy!”, „Worek na zwłoki zaczął się ruszać", czy „Lekarz stwierdził zgon. Po 7 godzinach mężczyzna obudził się w kostnicy” - to nagłówki, którymi co jakiś czas bombardują nas popularne portale informacyjne. Łatwo zauważyć, że jest to proste (by nie powiedzieć prostackie) granie na ludzkich emocjach.
Dlaczego historie o „ożywionych zmarłych” przyciągają naszą uwagę?
Każdy z nas w różnym stopniu boi się śmierci, prawda? Artykuły się „klikają”, bo jako ludzie jesteśmy ciekawscy, może lubimy sensację i dreszczyk emocji, a przede wszystkim… gdzieś po cichu wierzymy, że śmierć nas jednak nie dotyczy. Odsuwamy ją od siebie.
A popkultura nam w tym pomaga! Zmarli w filmach, serialach i grach też najczęściej nie są do końca martwi. Nie mam tu nawet na myśli ekstremalnej formy żywych zmarłych, czyli zombie. W popkulturze niezwykle często korzysta się na przykład z klif hangera w postaci ożywienia postaci w ostatniej sekundzie kończącej sceny. Kiedy ta fikcja spotka się z brakiem edukacji i otwartości na rozmowy o sprawach ostatecznych to… statystyki takich artykułów po prostu lecą do góry! Wygrywa ciekawość, bo może jednak to jest możliwe, aby umrzeć, ale jednak nie tak do końca?
Dziś odstawimy na bok pamiątki pokremacyjne, kompostowanie zwłok czy balsamację i wrócimy do podstaw.
Czym jest śmierć? Jakie są jej konsekwencje i czy naprawdę jest ostateczna?
Według jednej z moich ulubionych książek o śmierci „Księga żałoby i śmierci” - Mariana Wańczowskiego, śmierć to:
[..] »stan pozbawiony życia« - oto aspekt biologiczny [..] przyjęty przez ONZ jako prawna definicja śmierci: »Jest to trwałe zaprzestanie wszystkich życiowych czynności«.
Zatrzymajmy się na słowie „trwałe”, czyli nieodwracalne. Nie da się więc umrzeć tylko trochę lub na chwilę.
Już od ponad 10 lat (!) w naszym kraju bardzo głośno jest o 91-letniej pani Janinie Kołkiewicz. Media co jakiś czas przypominają nam jej historie. Ostatni wpis o niej znalazłam sprzed miesiąca - czyli idealnie z okazji święta zmarłych najlepszego czasu w roku, żeby straszyć nas śmiercią. Czy przez dziesięć lat można pisać o tym samym? Wygląda na to, że można. Taka sensacja nie dzieje się przecież codziennie!
Media mówią, że przypadek pani Janiny to tak zwany syndrom Łazarza, jest to możliwe jednak… Syndrom Łazarza, to zjawisko polegające na opóźnionym powrocie krążenia u osób, które zostały uznane za martwe. Może się to wydarzyć od kilku minut, do kilku godzin od stwierdzenia zgonu. W literaturze medycznej odnotowano 38 przypadków tego syndromu, jednak podkreśla się, że jest to liczba niedoszacowana. Warto wspomnieć o tym, że 82% przypadków wydarzyła się już w ciągu 10 minut od ustania krążenia. Medycy zgadzają się, że ten fenomen pozostaje niezbadany i do tej pory wciąż nie jest do końca rozumiany.
Wróćmy jednak do pani Janiny. W wielu wpisach o niej czytamy, że była ona osobą „mało kontaktową”, miała miażdżycę i podejrzewano u niej demencję starczą. Jak podkreślają media, pani Janina wróciła „do żywych” po 2 godzinach, stąd też stawia się na syndrom Łazarza. Nie jest to jednak oficjalnie potwierdzone.
I nie, z pewnością nie obudziła się w kostnicy. A skąd to wiem? Bo na szczęście chroni nas przed tym prawo!
Jak prawo w Polsce chroni nas przed błędnym pochowaniem?
Na co dzień sposób postępowania z osobą, której został stwierdzony zgon, określa ustawa z dnia 31 stycznia 1959 r. o cmentarzach i chowaniu zmarłych. Ustawa mówi: „Najpóźniej po upływie 72 godzin od chwili zgonu zwłoki powinny być usunięte z mieszkania celem pochowania lub w razie odroczenia terminu pochowania”, a przed rychłym pochówkiem chroni nas zapis: „Zwłoki osób zmarłych nie mogą być chowane przed upływem 24 godzin od chwili zgonu”. Jedynym wyjątkiem są choroby zakaźne opisane w dalszej części ustawy, na liście tych chorób znajduje się między innymi dżuma, cholera czy trąd.
W przypadku 91-latki mogło to być zaniedbanie spowodowane zbyt szybkim stwierdzeniu zgonu, Syndrom Łazarza lub jeszcze coś innego. Najistotniejsze jest to, że pani Janina nie była martwa w czasie stwierdzania zgonu. Nie wróciła ona więc do życia, ponieważ żyła nieprzerwanie. Na całe szczęście staruszka nie pamiętała, co działo się z nią przez te feralne dwie godziny. Nie potrzebowała też dodatkowej opieki zdrowotnej po tym incydencie. Happy end?
No dobrze, wiemy już, że śmierć jest ostateczna i przed pogrzebaniem żywcem chroni nas ustawa starsza nawet od naszych dziadków. Jak rozpoznać osobę zmarłą? Jej ciało zmienia się diametralnie. Od obniżonej temperatury, stężenia pośmiertnego, po zmiany widoczne gołym okiem np. plamy opadowe. Wszystkie stopniowo pojawiają się w ciele już od pierwszej sekundy od zgonu. Szczegółowy opis wszystkich zmian pośmiertnych przeczytasz w innym, moim artykule na Świętej Pamięci.
Na koniec tego segmentu chcę jeszcze raz podkreślić, że sytuacja taka jak pani Janiny, czy tych w dalekich zakątkach świata to przede wszystkim patologie, które nie powinny mieć miejsca. Nie przestańcie więc wierzyć w moc rozwoju medycyny. Artykuły o żywych zmarłych powstają i będą powstawać, wczytajcie się jednak w nie, czy to nie jest kolejny odgrzewany po raz setny kotlet, bo zazwyczaj nim jest.
Czy współczesne podejście do śmierci nam szkodzi?
Dla naszych przodków nie do pomyślenia byłoby oddanie zmarłego do kostnicy kilkadziesiąt minut po stwierdzeniu zgonu, dziś jest to standard, który zresztą bardzo nam nie służy. Może czas na powrót do korzeni, kiedy byliśmy bliżej zmarłych?
Prawo jest przecież po naszej stronie, jeżeli chodzi o pożegnania w domu. Kiedyś to była naturalna kolej rzeczy, która z resztą dawała naszym mózgom dłuższy moment na oswojenie się ze stratą bliskiej osoby i zakodowaniem, że jej śmierć jest ostateczna. Dziś zmarli są nam wydzierani i zabierani w nieznane miejsce, jakim jest zakład pogrzebowy. Dlatego tak ważna jest ogólnodostępna edukacja o śmierci. Oswojenie się z tematem pozwoli nam nie tylko pogodzić się z własną śmiertelnością, ale również na spokojniejsze pożegnanie się z naszymi zmarłymi. Rozwój nauki jest niezwykle istotny, nawet tej o śmierci.
To, że doszukujemy się w zmarłych życia, jest zupełnie naturalne - życie to wszystko, co znamy. Śmierć to coś nieznanego, czego nie można dokładnie zmierzyć i zważyć. Nawet gdy człowiek pracuje ze zmarłymi na co dzień, jego mózg potrafi płatać figle. Zwłaszcza kiedy na ciało działa grawitacja i zdarzy się sytuacja, że ręka osunie się z piersi na stół prosektoryjny. Śmierć to coś, z czym trzeba bardzo mocno się oswoić, jest to długi proces, ale możliwy do przejścia. Wtedy człowiek czuje się dużo lżej i odważniej podchodzi do życia. Nie marnujmy więc życia na strach przed śmiercią, nawet wbrew wszechobecnego przekonania, że przecież musimy się jej bać.
Cześć, tu Agnes Tołoczmańska. Witam Cię w mojej przestrzeni edukowania w temacie śmierci i oswajania z nią na łamach serwisu Świętej Pamięci. Jeśli pierwszy raz trafiasz na moje treści, to możemy się bliżej poznać na Instagramie lub Facebooku.
Spodobał ci się nasz artykuł? Zachęcamy do wsparcia naszej działalności symboliczną wpłatą, dzięki której będziemy tworzyć więcej edukacyjnych treści. Dziękujemy! https://buycoffee.to/swietej-pamieci